Bruksela (BE)
#1
Od 6,5 lat mieszkam w Brukseli. Na początku bardzo trudno było się przyzwyczaić do nowego miejsca, obcych ludzi, itd., ale po tylu latach już przywykłam.
Nie do przeskoczenia jest jednak dla mnie język francuski, nadal nie umiem się nim posługiwac. Coś tam powiem, ale nie jest to coś, co można by nazwać efektywną komunikacją Smilie_happy_281
Na szczęście jest to miasto bardzo wielonarodowe, w pracy w większości mówi się po angielsku, więc da się przeżyć i bez francuskiego.

Kilka fotek z Wikipedii (pięknych, kolorowych, choć rzadko jest tak kolorowa, bo pogoda przeważnie jest pochmurna Smilie_happy_281 ):

[Obrazek: TE-Collage_Brussels.png]

Jeśli chcielibyście dowiedzieć się czegoś więcej o Brukseli, czy Belgii, chętnie odpowiem Smilie_happy_275

[Obrazek: 7ux3u6bduxxz1n8u.png]

[Obrazek: gg64vcqgqjes5ksl.png]
[Obrazek: atdccwa1dw3gu7vt.png]
[Obrazek: l22ndf9h89b23l1p.png]

[Obrazek: mapowska3.jpg]
Odpowiedz

#2
Chciałabym odwiedzić Belgię Smilie_happy_281
Choć raz już tam byłam, w sklepie spożywczym przy granicy z Holandią Smilie_girl_121
Można spędzić z kimś 10 lat, ale dopiero podczas rozstania okazuje się kim ta osoba naprawdę jest...


Odpowiedz

#3
O, to ciekawe, bo Belgia uchodzi za dosyć drogie państwo i ludzie stąd raczej jeżdżą na zakupy do krajów ościennych. Najczęściej do Aachen (Akwizgranu) w Niemczech lub Lille we Francji. Tam jest znacznie taniej Smilie_happy_281

[Obrazek: 7ux3u6bduxxz1n8u.png]

[Obrazek: gg64vcqgqjes5ksl.png]
[Obrazek: atdccwa1dw3gu7vt.png]
[Obrazek: l22ndf9h89b23l1p.png]

[Obrazek: mapowska3.jpg]
Odpowiedz

#4
Z miejscowości Bergen op Zoom w południowo-zachodniej Holandii wybyliśmy na zakupy do przygranicznego (jeśli mogę tak się wyrazić w czasach-bez-granic) marketu w Belgii. Te produkty, które rodzinka chciała kupić były akurat tańsze po belgijskiej stronie.
Można spędzić z kimś 10 lat, ale dopiero podczas rozstania okazuje się kim ta osoba naprawdę jest...


Odpowiedz

#5
a ja jak wszystko dobrze się ułoży to w lutym służbowo będę w Brukseli na zaproszenie jednego z europosłów
Odpowiedz

#6
Kiedyś chciałabym odwiedzić Brukselę, ale na razie myślę nad wyjazdem do Paryża.
[Obrazek: klz9vcqgnuxxg6og.png]
[Obrazek: dev141prs__.png]
[Obrazek: 961lp07wsmczz546.png]
[Obrazek: il5hb2010nnycsc8.png]
[Obrazek: 39f8xzdvufe0ql2d.png]


ogromniaste buziaki dla Ciebie


Odpowiedz

#7
Artykuł z Wysokich Obcasów w ramach akcji "Polki bez granic" nt. Belgii.


===

Belgia, czyli kraj paradoks. Nikt nie jest tu u siebie, nawet Belgowie.

Prawie każdy Flamand czuje się tu jak obcokrajowiec, a Walończyk czy Francuz traktowany jest jak najeźdźca i okupant. Jeden kraj, a tak podzielony.


Życie w Belgii to komediodramat - płaczesz i śmiejesz się jednocześnie. Gdyby na podstawie moich przeżyć w tym kraju nakręcić film, to miałby charakter czeskiej komedii.

Do Brukseli przyjechałam na studia magisterskie z europeistyki. Wcześniej studiowałam lingwistykę stosowaną w Strasburgu i byłam na Erasmusie w Niemczech oraz Irlandii. Nigdzie jednak nie było tak dziwnie jak w Belgii.

To kraj paradoks. Z jednej strony codziennie ma się tu styczność z instytucjami Unii Europejskiej, zwłaszcza w Brukseli i zwłaszcza, jeśli pracuje się w organizacji pozarządowej lub w pobliżu dzielnicy europejskiej. Z drugiej strony, gdy załatwiam sprawy lokalno-administracyjne, mam wrażenie, że czas zatrzymał się gdzieś w latach 80. To ogromny paradoks, który trudno zrozumieć: jak pani z brukselskiego urzędu miasta (fr. commune) może nie wiedzieć, że Polska jest w Unii Europejskiej? Jak to możliwe, że nie ma dostępu do międzynarodowych aktów ślubu, chrztu itd. (te są dostępne w każdym urzędzie stanu cywilnego w Polsce)?

W Belgii nic nie da się załatwić w jeden dzień


Nawet jeśli musisz złożyć "tylko" zwykły wniosek o nowy dowód (każdy obcokrajowiec powinien go dostać po zameldowaniu się), zwalniasz się z pracy na co najmniej dwa dni. Bo kolejki, bo ktoś "wymyśli" nowy papier (potem często słyszysz: "A jednak go nie trzeba było... Dziwne"), bo pani w okienku ma przerwę na lunch lub kawę.

Pamiętam, jak składałam podanie o przyjęcie na studia na uniwersytet francuskojęzyczny w Brukseli. Musiałam wysłać potężną liczbę pism, dyplomów, listów motywacyjnych i rekomendacyjnych. W sierpniu, kiedy już wszyscy wiedzieli, czy zostali przyjęci na studia czy nie, ja nadal siedziałam jak na szpilkach. Pisałam mail po mailu, dzwoniłam, chodziłam. Wreszcie się wydało: nikt nic nie wiedział o żadnym dossier pod moim nazwiskiem. Zniknęło, zapadło się pod ziemię. Zostałam przyjęta na studia dopiero w połowie września (podanie odnalazło się pod stertą innych papierów). Niestety, legitymacji studenckiej nie otrzymałam do końca pierwszego półrocza. Tak bywa.

Czasem mam wrażenie, że belgijska telewizja kręci cykl satyryczny "Obcokrajowiec w opałach". No bo na zdrowy rozsądek, kiedy ktoś nie ma legitymacji studenckiej, to jest taki mały, prywatny kataklizm. Tutaj może nie jest to norma, ale każdy się do tego przyzwyczaił, że zawsze "coś jest nie tak". I nikt z tego nie robi afery, bo wie, że sytuacja się wyjaśni. Nie wiadomo jak, ale się wyjaśni. W międzyczasie masz kolegów, którzy pomogą ci wypożyczyć potrzebne książki. Podejście pt. "ça va aller, ça va s'arranger" (jakoś to będzie) to podstawa bytu w Belgii. Trzeba coś zrobić? Ale po co? I tak się zaraz popsuje.

Socjologiczna brukselizacja

W Brukseli zaraz obok instytucji europejskich jest dzielnica afrykańska, Matongé (gdzie można smacznie i tanio zjeść). A koło Parlamentu UE - dworzec kolejowy, na którym śpią polscy (i nie tylko) bezdomni. Jest takie pojęcie w architekturze - "brukselizacja". Polega to na stawianiu dwóch kompletnie różnych budynków koło siebie (np. tradycyjnego flamandzkiego gotyku koło szklanego wieżowca z lat 90.). Nikomu to szczególnie nie przeszkadza. Ja mam wrażenie, że te kilka światów koło siebie to właśnie trochę taka socjologiczna brukselizacja - nikomu to już nie przeszkadza, że niedaleko od instytucji reprezentującej demokrację UE śpią na dworcu Schuman jej obywatele.

W porównaniu do Francji łatwiej jest tutaj o nowe kontakty i przyjaźnie. Belgowie chętniej niż Francuzi pójdą z tobą na kawę i pogadają o problemach związanych z biurokracją (ten temat łączy w bólu wszystkich, bo każdy tak samo walczy o przetrwanie w urzędach miasta). Francuz od razu oceni twoją znajomość francuskiego, robiąc grymas, kiedy usłyszy obcy akcent. Albo potraktuje cię jak egzotyczną małpkę, która jest taka zabawna, kiedy chce przemówić w jego języku. A tak naprawdę jest tylko do popatrzenia i pogłaskania.

W Brukseli wszyscy mają akcent, w jakimkolwiek języku się komunikują. Ludzie są bardzo pozytywni, ciekawi swojego rozmówcy. Jest międzynarodowo, bo tak naprawdę nikt nie jest do końca u siebie. Bruksela leży na terytorium Flandrii, ale jest w większości francuskojęzyczna. Prawie każdy Flamand czuje się tu jak obcokrajowiec, a Walończyk czy Francuz traktowany jest jak najeźdźca i okupant. Flamand zaprzyjaźni się więc łatwiej i szybciej z Włochem czy Polakiem, którzy są podobnie "obcy", niż z Francuzem czy Walończykiem. Kolejny paradoksExclamation Jeden kraj, a tak podzielony.

Kiedy wracam do Polski, czuję stres


Wszystko musi być w naszym kraju załatwione od ręki, bo jak nie to... katastrofaExclamation A mnie Belgia przyzwyczaiła do tego, że wszystko jest skomplikowane i trzeba poczekać. Dodatkowo w Polsce doskwiera mi ten deszcz, ciągłe zmiany i załamania pogody, wilgotność. Brak dostatecznego przygotowania na coroczny "atak zimy". Tutaj parę milimetrów śniegu oznacza totalny paraliż transportu publicznego. A propos transportu publicznego, paraliżują go również co chwilę strajki. Dlatego przesiadłam się na rower lub idę na piechotę. Bruksela jest malutka.

Tęsknie za to do polskiej natury, zwłaszcza do jezior, lasów i do morza. Kiedy w Belgii jadę na plażę, nie jest dziko, całe wybrzeże jest obudowane, brzydkie. Tęsknie do "prawdziwego jedzenia", rynku, świeżych warzyw i owoców (i nie tylko takiego weekendowego, tylko całodniowego, takiego zaraz za rogiem), które nie kosztują tyle co żywność BIO w sklepach w Belgii. Ostatnio wróciłam z Polski z 20 litrami soku w kartonach. Zachwyca wszystkich, którzy do nas przychodzą, bo jest "taki naturalny i czuć w nim owoce".

Oprócz tego tęsknię za mentalnością "jak coś trzeba, to zadzwoń, przyjadę i pomogę". Tutaj trzeba się napracować, żeby ktoś przyszedł i pomógł przewieźć meble lub popilnował kota. Wkurza mnie czasem nastawienie "jakoś to będzie". Ale coraz częściej mam wrażenie, że podchodzę do wszystkiego z dystansem, nawet jak wracam do Polski. Ludzie, spokojnie, przecież ça va allerExclamation

[Obrazek: 7ux3u6bduxxz1n8u.png]

[Obrazek: gg64vcqgqjes5ksl.png]
[Obrazek: atdccwa1dw3gu7vt.png]
[Obrazek: l22ndf9h89b23l1p.png]

[Obrazek: mapowska3.jpg]
Odpowiedz

#8
Fajnie opisaneExclamation Zwłaszcza ta "dokumentologia stosowana" Smilie_happy_281
Tomcio - ur. 28 sierpnia 2010 r.
[Obrazek: 72dae90619.png]
[Obrazek: 3ddc12ee66.png]
Odpowiedz

#9
Szczerze, to na początku większość rzeczy tu szokuje, ale z czasem człowiek się przyzwyczaja, że sporo rzeczy jest po prostu pas possible i nie da się ich po prostu "załatwić". Nie da się szybciej lub nie da się wcale i nic z tym nie zrobisz. Z czasam da się jednak do tego przyzwyczaić, tak jak pisze autorka artykułu. Nie ma co się szarpać i nerwy sobie psuć. W swoim czasie się zrobi lub wyjaśni...

[Obrazek: 7ux3u6bduxxz1n8u.png]

[Obrazek: gg64vcqgqjes5ksl.png]
[Obrazek: atdccwa1dw3gu7vt.png]
[Obrazek: l22ndf9h89b23l1p.png]

[Obrazek: mapowska3.jpg]
Odpowiedz

#10
Czyli nie tylko u nas można narzekać na absurdy życia codziennego Smilie_happy_281
Odpowiedz



Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości


Forum software by © MyBB Theme © iAndrew 2016