Łamiesz przepisy, złamiesz komuś życie!

Już na samą myśl o tym zaczynam mieć nerwa!

Idziesz chodnikiem z ciężkimi torbami, a tu stoi bryka, którego właściciel tylko na minutkę wyskoczył coś załatwić do urzędu (bo faktycznie tam obsługują ekspresowo, hahaha). Naprzeciwko idzie mama z wózkiem, a za nią starsza pani z nielekką też siatką. Jak się miniemy? Dla kierowcy z ptasim móżdżkiem to nieistotne – ważne, że on nie musiał iść kilkudziesięciu metrów z buta, bo wtedy na pewno za bardzo by się spocił.

Z chęcią bym mu to autko sprzączką od torebki musnęła.

Kolejny przykład:

Jadę samochodem, skręcam w lewo na skrzyżowaniu. Za mną już się piekli rajdowiec w beemwówce (jak mówi mój synek), który ani śni, by czekać. On chce przecież skręcić w prawo, a tu jakaś baba za kółkiem nie może wykonać manewru. Nie mogę, bo pieszego przepuszczam na pasach, a ruch spory i po prostu muszę swoje odstać.

On ma czekać – jakiś żart? Co robi panisko?

Swym eleganckim wozikiem na krawężnik, po trawniku, na chodniczek i rachu-ciachu jest już po mojej prawej stronie. Za bardzo nie widzi lewej strony, ale po cwaniacku wyjeżdża na skrzyżowanie, licząc na szczęście i rusza z piskiem opon, zostawiając wszystkich jeleni w tyle. A on triumfuje! Wow, ale wyczyn!

Nagroda Debil Miesiąca przyznana!

Dlaczego jest w nas takie przeświadczenie, że jeżeli przestrzegamy przepisów, to jesteśmy frajerami?  Dlaczego od małego przy imieninowym stole słyszymy, że przepisy są od tego, aby je łamać? 

Zawsze w rodzinie znajdzie się wujek czy kuzyn, który kwestionuje ograniczenie prędkości, wysokość mandatów, sensowność stawiania radarów czy całoroczne włączanie świateł.

My zawsze wiemy lepiej, czy w danym miejscu można przycisnąć pedał gazu, że 2-3 piwka nie wpłyną na naszą koncentrację podczas jazdy, że ograniczenie do 50 km/h w terenie zabudowanym to bezsens. A radary? Tutaj cała masa pseudoekspertów podnosi larum: totalna porażka – to tylko maszynka do zarabiania pieniędzy. Na dodatek źle skalibrowane i z pewnością przekłamują. Zawsze coś nie tak!

Dzień w dzień czytamy na pasku informacje:

– 2 ofiary śmiertelne,

– 3 rannych,

– jechał po spożyciu alkoholu,

– był pod wpływem środków odurzających,

– nie dostosował prędkości do warunków atmosferycznych,

– wjechał na chodnik i potrącił kobietę z wózkiem,

– wyprzedzał na pasach, na trzeciego,

– urządzali sobie rajd nocny po ulicach miasta.

Nie ma dnia bez takiej informacji!

Giną młodzi, starzy, kobiety i mężczyźni. GINĄ DZIECI. Dla nas to informacja, która coraz częściej nie robi wrażenia. Widzimy na ekranie przesuwające się literki, słowa, zdania, ale, czy czytając, rozumiemy ogrom tragedii, którą teraz i długo długo później przeżywają najbliżsi?

Poruszają nas zdjęcia z miejsca wypadku, rozbite samochody, wgnieciona karoseria, czarne worki z ciałami. Widzimy ten obraz, ale zaraz zostaje ucięty, bo kolejny news wchodzi.

Refleksja nawet nie zdążyła nadejść!

A gdzieś tam cierpi nie jedna, czy dwie osoby. Kilkanaście. Ktoś stracił córkę, męża, brata, kolegę czy sąsiada.

Ból rozlewa się jak lawa, nie oszczędza, po prostu zadaje rany.

Kto po tragedii będzie żył normalnie? Raczej NIKT.

Kto trafi na leczenie psychiatryczne? Z pewnością WIELU.

Komu nie będą potrzebne leki?

Kogo nie będą trapić koszmary?

Czyje życie zmieni się nieodwracalnie?

Kto posiwieje na zawsze?

Kto wpadnie w depresję?

Dla kogo życie straci sens?

Kto się z tego już nie podniesie?

Dla kogo czas będzie ukojeniem i uleczy rany?

Bo są przypadki (i ja do nich należę), że czas by tych ran nie zagoił. Wiem to! Bezsensowna śmierć spowodowana bezmyślnym zachowaniem kierowcy nie zaleczyłaby moich ran. Wiem to już dziś, choć nikogo w ten sposób nie straciłam.

I dlatego potępiam cwaniaków, pijanych, naćpanych kierowców, pędzących na śmierć.

Nie interesuje mnie, dlaczego pędzi. On się rozpędzi, a mnie zapędzi do grobu!

Jak się rozbije o drzewo, to pół biedy, ale jak wiezie współpasażerów, a na dodatek zabije innych, to nie obchodzi mnie jego tłumaczenie. Zabił i koniec. Odwrotu nie będzie!

JESTEM ZA:

– mandatami (kroić kierowców, ile wlezie),

– radarami (stawiać co 100 metrów – to tak lekko z przekąsem),

– badaniem trzeźwości (dmuchanie jeszcze nikomu nie wyszło na złe),

– edukowaniem od małego (już w przedszkolu),

– pokazywaniu młodzieży następstw wypadków (ci to czasem fantazje mają; myślą, że są niezniszczalni),

– przedstawianiu sprawcom obrazu tragedii (niech zobaczy, ile zła wyrządził). 

Ciekawe czytelniku, jakim Ty jesteś kierowcą?

Ile punktów nazbierałeś w swojej karierze?

Z pewnością miałeś sytuację na drodze, po której serce waliło jak szalone. Nie dało Ci to do myślenia? Mi dało. Choć nie uczestniczyłam w żadnym wypadku, to za każdym razem, wsiadając do auta, mam nadzieję, że nie spotkam żadnego debila za kierownicą.

Tobie też tego życzę!

I mam nadzieję, że rzadko jesteś nominowany do nagrody Debil Miesiąca.

Udostępnij:

Add Comment

Dodaj komentarz