Tolerancja przez duże T

Tolerancja to słowo powszechnie znane – definiować nie trzeba. Zapytani o to, czy jesteśmy tolerancyjni, odpowiadamy raczej bez wahania, że tak. Jeśli jednak zadać już konkretne pytania, nierzadko trudne i dotykające sfery społecznej czy też odnoszące się do określonej grupy, to zaczynamy powątpiewać we wcześniejszą deklarację i szukamy różnych tłumaczeń.

Odkąd pamiętam, podczas spotkań rodzinnych dorośli poruszali temat Żydów. A że chciwi, cwani i do koryta się pchają. Nigdy nie rozumiałam, dlaczego ta właśnie nacja, tak bardzo wzbudzała emocje i rozgrzewała do czerwoności niejednego wujka. Utkwiło mi to mocno w pamięci, a dorastając, szukałam przyczyn takich opinii. Tak naprawdę nigdy nie znalazłam, a jedyne co pozostało, to pytanie:

Skąd w ludziach tyle antypatii i brak szacunku?

Właściwie na każdym kroku można zauważyć, że bycie tolerancyjnym nie przychodzi, nam Polakom, wcale tak łatwo. Wszystko zaczyna się już w naszych domach. Rodzice wpajają dzieciom zasady grzecznego zachowania przy stole, mycia rąk po przyjściu z dworu, mówienia dzień dobry sąsiadom, a umyka im nauka tolerancji i szacunku do odmienności wobec innych.

A tyle jest do przekazania naszym pociechom, nie mówiąc już o dojrzałych osobach, którym przełamywanie stereotypów idzie jak po grudzie.

A przecież nie tak dawno „krzywo” się patrzyło na odmienności u innych. Mała wyliczanka i powrót do dawnych lat:

– pisanie lewą ręką było odchyleniem od normy (sama jestem mańkutem, ale na szczęście moi rodzice są mądrzy i nie zmuszali mnie do trzymania długopisu w „prawidłowej” dłoni); zdając do klasy sportowej, był to atut niepodważalny (prawoskrzydłowa jak się patrzy),

– dzieci z rudymi włosami były wytykane palcami,

– tatuaż wzbudzał negatywne skojarzenia, a dziś to osobista sprawa, gdzie i w jakiej formie go umieścisz na ciele,

– kobietę kierowcę z góry określano „babą za kółkiem”, której odbiło i jedzie szukać szczęścia w przydrożnym rowie,

– mężczyzna w różowej koszuli typu slim, czerwonych butach, designerskich szortach czy modnych okularach uosabiany z … (sami sobie dopowiedzcie),

– facet z dzieckiem na placu zabaw – widok niespotykany, a dziś tatusiów to czasem więcej niż mamusiek (przyznam szczerze, że jest w tym coś pociągającego).

Dzisiaj te sytuacje są śmieszne. Dwie dekady trzeba było, aby „przełamać myślenie”.

Nasi rodzice, urodzeni i wychowani w poprzedniej epoce, w której dostęp do informacji i wiedzy były ograniczone, zostali ukształtowani w określony sposób – czasem ich myślenie mijało się z prawdą. Inteligencja, mądrość i wrażliwość czekały na lepsze czasy. Dziś potrafią zmienić nastawienie. Uwielbiam ludzi 60+, którzy nie myślą o starości, szanują innych i mają pasje. Chcą się rozwijać, poznawać świat i poszerzać horyzonty myślowe.

Dla nich granice były zamknięte, ale umysły mają otwarte.

Zmiana myślenia i otwarcie się na odmienność nie są proste. Wymagają:

– zagłębienia się w daną tematykę,

– sięgnięcia po fachową literaturę,

– posłuchania osób reprezentujących dane poglądy,

– analizy argumentów przez nich przedstawianych.

Zrozumienie wymaga czasu, empatii i otwarcia. Ludzie inteligentni, posiadający dojrzałość emocjonalną, są gotowi poznać argumenty „tych innych”.

Dla wielu łatwiej jest oceniać – to nie wymaga zaangażowania myślowego i emocjonalnego. Oni się dowartościowują, jak znajdą gorszego, słabszego, innego. Idą na skróty. Nie szukają właściwej drogi, nie chcą zrozumieć.

Zderzenie dwóch, często przeciwstawnych postaw jest trudne, ale możliwe. Znam kilka osób homoseksualnych – to ludzie wykształceni, zabawni, mądrzy. Tacy jak my – heteroseksualni. Dlaczego mam ich potępiać?

Przykład z życia  

Jeden z rodziców zapytał mnie przy stole: mam przestać kochać córkę, bo zwierzyła się, że uczuciem darzy inną kobietę? Jej coming out niczego nie zmienił – akceptacja tego faktu potwierdziła jedynie, że rodzice darzą ją prawdziwą miłością. 

A czy kolor skóry ma znaczenie w relacjach międzyludzkich?

Przeprowadzono mały test wśród dzieci z różnych stron świata. Następnie zadano im pytanie: czym się różnicie? Odpowiedzi były banalne: on nie lubi zupy mlecznej, ona uwielbia rysować kotki. Nie widzieli innego koloru skóry i włosów, kształtu oczu. Dla nich to nieistotne. A dla nas dorosłych?

Nie ma dwóch takich samych osób.

 Różnorodność jest piękna!

Daje możliwość poznawania. Jednak trzeba nauczyć się ją akceptować, a to proces długotrwały. Dla niektórych nigdy nieosiągalny – zdaję sobie z tego sprawę. Jednak ja wierzę w ludzi, w ich inteligencję i wrażliwość.

Jeśli ja lubię jabłko, a Ty gruszkę, to znaczy, że nie możemy się lubić? Jeśli ja lubię techno, a Ty muzykę poważną, to znaczy, że nie możemy się dzielić odczuciami? Jeśli ja wierzę w Boga, a Ty nie, to czy nasza znajomość nie przetrwa? Ostatni przykład jest wyzwaniem do rozmowy. Dziś temat kościoła wygląda zupełnie inaczej niż 30 lat temu.

Moja przyjaciółka chodzi do kościoła, ja nie (z przyczyn, o których kiedyś napiszę), a mimo to szanujemy swoje wybory i nie skreślamy wzajemnych relacji

PS. Niedawno obejrzałam „Boże Ciało” ze świetną rolą Bartosza Bielenia. Film ukazujący różne postawy ludzkie, dramat rodzin po ogromnej tragedii i siłę lokalnej władzy. Poruszający przekaz ludzkich emocji – dający do myślenia (aż do bólu czasami).

PRZEŁAM SIĘ W MYŚLENIU!

Udostępnij:

2 Comments

  • A. Leimbach Posted 2019-12-01 13:57

    Bardzo madre slowa 🙂

    • Janicki Bartosz Posted 2019-12-01 14:24

      Dziękuję Kuzynko!☺️

Add Comment

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: