Z Morsowaniem Za Pan Brat

Zimna Woda, Gorąca Atmosfera

Nie myślcie sobie, że ja byłam zawsze taka ura bura, jeśli chodzi o morsowanie.

Nigdy nie lubiłam zimna. Niby krew w organizmie krąży, a w moim przypadku do stóp jakoś dziwnie nie dochodzi – wiecznie chłodne. Wrzesień nadchodzi, a ja wyciągam grube skarpety. Seksapil, jak mawia radosna pogodynka, przy gruncie zero.

A jak słońca zza chmur nie widać, to i uśmiech na mojej twarzy nie pojawia się zbyt chętnie. Zawsze uwielbiałam ciepełko, a wręcz upał. Na plaży mogłam siedzieć godzinami. W ostatnich latach coś się jednak zmieniło. Odkryłam, że chłód ma też swoje dobre strony.

Jak mój brat zaczął morsować (jakieś 6 lat temu), nie wyobrażałam sobie, że i ja dołączę do grona morsów. Coraz większa liczba chętnych odważnie przekonywała się do zimowych kąpieli. Z roku na rok pojawiał się ktoś nowy, aby przełamać swoje uprzedzenia.

Razem z moją bratową dojrzewałyśmy do tej decyzji 2 lata. Gdzie my, wątłe kobitki, do takiej lodowatej wody wejdziemy? A jednak – bo jak nie my to kto? Śpiewa z charyzmą Mrozu (pseudonim jak ulał pasuje do tematu).

Oto jak wyglądało to w praktyce:

Już w samochodzie czułam skok adrenaliny. Czy damy radę? Czy jakieś przeziębienie nas później nie dopadnie? Czy się przełamiemy?

KOBIECA SIŁA NIE DAŁA ZA WYGRANĄ!

No to zaczynamy!!!

Przed wejściem do wody kilkuminutowy bieg, żeby krążenie poprawić i serducho przygotować. A potem ciuszki na bok, ochrona na nogi (obuwie jest najważniejsze!), głowę oraz dłonie i idziem panie przed siebie na rzeź! Rzeź niewiniątek!

Krok po kroku. Woda mokra. Mokra i zimna. Ale da się wytrzymać. Nie jest źle. Nogi zamoczyć to luzik, ale partie powyżej już nie tak łatwo. Bardziej wrażliwe. Każdy pod nosem coś burczy, syczy, a czasem soczystym epitetem rzuci. Robi się wesoło!

No, ale nie ma mocnych na kobitki. Idziem dzielnie, bo żem silne dziołchy są!

Dobra, mamy to! Weszłyśmy do wysokości tuż pod biustem i zaczynamy seans. Powoli odczuwamy kłucie na zanurzonych częściach ciała. Jakby igiełki leciutko wbijały się w skórę. Trwa to 2-3 minutki. Dziwne uczucie, ale stopniowo ustępuje. Fajnie jest, fajnie jest!

Stoimy w kółku, żartujemy co niemiara, kawały lecą jak z rękawa. Słonko grzeje, woda zimna, a my z bananem na ustach gratulujemy sobie (nie)męskiej decyzji!

KOBIETY RZĄDZĄ!

Mija 8 minut – wychodzimy. Skóra czerwona, ale poziom satysfakcji nie maleje. Wręcz przeciwnie. Jak ekipa ze Słonecznego Patrolu dumnie wyłaniamy się z wody niczym mitologiczne syreny. Podążamy w stronę obozowiska. A teraz liczy się czas. Szlafroczek na grzbiet, mokry strój i buty weg/out/a poszły mi stąd, lub jak kto woli – byle ściągnąć. Ręcznik w ruch i ciuszki włóż. Szybko raz raz, bo stopy zmarzną i trudno je będzie rozgrzać.

I biegniemy, biegniemy, aby tylko nie stać.

Z twarzy uśmiech nie znika, woda nas nie pokonała!

Wychodzimy z niej zwycięsko! Jest pięknie!

Żegnamy się wszyscy i żwawo do aut zmierzamy. Buzi buzi, see you next time i miłego popołudnia.

Wracamy do domu, czujemy lekki chłód, ale zaczyna się dziać coś dziwnego, a zarazem ekscytującego.

Pukają endorfiny! Są już z nami! Czujesz, że żyjesz!

Niech moc będzie z tobą! Ależ to piękne uczucie. Jedno z niewielu w życiu, które daje tak pozytywną energię!

Jak żyć panie premierze, no jak? – właśnie tak drogi czytelniku!

Pokaż, że masz jaja (no, nie dosłownie, bo po wyjściu z wody wszystko jakoś tak się kurczy) i dołącz do naszej paczki „Morsy z Dąbia”!

Zapraszam wszystkie osoby do wspólnego morsowania. W każdą niedzielę 10.30 Jezioro Dąbie.

Udostępnij:

1 Comment

  • Alicja Leimbach Posted 2019-10-31 18:28

    Ja sie pisze 🙂

Add Comment

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: